Telefony w mojej glowie. Tak w zasadzie mozna na szybko podsumowac moj ostatni tydzien. Z wielu powodow. Po pierwsze z jakiegos powodu caly tydzien w zasadzie dzwonilo mi w glowie. We wtorek rano na tyle mocno, ze napisalem do biura i zostalem w domu. Na szczescie prochy i godzinka dluzej spania pomogly na tyle, ze zdalnie przepracowalem caly dzien. Gosia zasugerowala, ze to dlatego ze za malo jem, wiec od weekendu zamiast 150g kurczaka na porcje, jem juz 200g. To juz 800g kurczaka dziennie! Jak dalej bedzie mnie bolalo, albo bede chudl… cos trzeba bedzie zmienic ;).
A po drugie, z powodu wyjazdu Daniela znowu wrocilem do oczojebnej Nokii. Nie moge sie doczekac pazdziernika i kupna nowego telefonu…
W Gosi glowie przede wszystkim polmaratony. W poniedzialek dostala nowe buty i w ramach testow przebiegla 18 kilometrow. Buty okazaly sie zbyt male… Dystans na szczescie byl bardziej imponujacy, bo wystarczy dolozenie 3 kolejnych i juz za miesiac bede pekac z dumy! Jesli chodzi o prace, to po paru dniach przerwy z szefami wakacjujacymi sie w srode wrocila do dzieci i od razu wyrobila dobrych kilka godzin. Dostala tez zapewnienie stalosci zatrudnienia na przyszlosc, wiec pracy na razie nie musimy szukac.
Jako ze nareszcie przyszly do nas tokeny z Tesco, ktore mielismy zamiar wykorzystac na wejscie do Zoo, to w sobote wybralismy sie do Tower of London. Musze powiedziec, ze to jedna z najlepszych atrakcji, przepiekne budynki, swietne eksponaty no i klejnoty koronne.
