Kaczor Donald

Chociaz z drugiej strony miejmy nadzieje, ze nie, bo mysmy go zezarli podwojnie w ten weekend. Jakos chcialo mi sie kaczki, wiec zakupilismy i w ramach eksperymentow kulinarnych jedlismy piers z kaczki i w sobote i w niedziele. Bardzo dobra, z sosem winno sliwkowym, ziemniaczkami i szpinakiem.
W sobote wybralismy sie na krotkie zakupy i lunch do Kingston, a wieczorem wzielismy sie w koncu za porzadkowanie zdjec. Pierwszy raz od roku… a teraz jeszcze filmy dochodza ktorych tak naprawde nie mamy nawet jak obrobic, bo na Linuksie sie nie da, a Gosi komputer za slaby. Plan jest na kupno tabletu na swieta, ale jednak oszczedzac troche na to mieszkanie wiec nie wiadomo co wyjdzie… Podczas tego przebierania zdjec Gosia obalila cala butle wina i nabrala ochoty na tance, wiec skonczylismy w Grandzie. Tylko na kwestie ubierania sie spuscmy zaslone milczenia…

Z tego powodu w niedziele w kosciele bylismy pozniej niz zwykle, a z racji rozpoczynajacej sie jesieni znowu przeniesli mi siatke na niedziele wiec dzien spedzilem aktywnie. No pozniej troche mniej, bo przesiedzielismy caly wieczor ogladajac MasterChefa i gotujac wlasne potrawy.

W kwestiach pracowych dosc powoli i spokojnie. Szefy wyjechali na tydzien wakacji, co niestety oznacza ze Gosia ma wolne. Ma jednak czas pocwiczyc i pogotowac wiec moze to jest nie tak zle? Tylko nie zarabia… Jakby tak mogla zarabiac cwiczac, albo gotujac… ;)