Tydzien, jak tydzien. Troche pracy, sporo cwiczen i biegow z obu stron. W srode skonczylismy lige siatki ostatnim przegranym meczem – ostatnie miejsce gwarantowane. Ale co sobie pogralismy to pogralismy.
Pracy dla Gosi na kolejny tydzien nie bedzie, bo szefowie pojechali na tydzien wakacji. W biurze troche luzniej, obiadki po powrocie i zona mocno cwiczaca.
Jako, ze ostatni tydzien mielismy iscie tropikalna pogode po 28 stopni i pelne slonce mielismy bardzo ambitne weekendowe plany na podroz rowerowa do Guildford. Niestety, standardowo dla pogody brytyjskiej na weekend zamiast tropikow juz mielismy deszcze. Dobrze chociaz, ze sobota jeszcze udana, wiec zrealizowalismy tylko przejazdzke lodka wioslowa po Tamizie z Richmond. Krotki dystans i bardzo przyjemny lunch przy brzegu.
A wieczorem Gosia zrealizowala obietnice urodzinowa i wybrala sie ze mna do klubu w krociutkiej sukience. Prawdziwa seks bomba z niej byla.