Walka ze skleroza

Pamietalem i o zastrzyku i o wpisie. O zastrzyku przypomniala mi komorka, ale o wpisie sam z siebie. Dumny jestem.

Tydzien krotszy bo od srody, wiec na szczescie mniej pisania.

W kwestii mieszkaniowej posuwamy sie powolutku do przodu, mamy liste mieszkan od przyszlego tygodnia powinnismy zaczac dzwonic i pytac, czy bedzie cos dostepne od sierpnia.

Gosia bije kolejne rekordy w bieganiu, po pierwsze dlugosciowo przekroczyla juz 11 kilometrow i kolejny raz poprawila swoj wynik na 10 kilometrow. Cos czuje ze w tym biegu z przeszkodami we wrzesniu to zostane daleko w tyle.

W sobote w koncu udalo sie spotkac z wlascicielka roweru i udalo sie tez go kupic. Gosia na pewno wstawi pozniej zdjecia. Bardzo ladny i na tyle dobrze jej sie na nim jechalo ze zaczela ponownie rozwazac dojazdy do pracy. A juz na pewno wybierzmy sie do Guildford, szczegolnie jesli prognoza zostanie taka sama.

A w niedziele kolejna kolacja, zaserwowana przez Richa i Vicky. Temat wloski, bruschetta, canneloni z sosem bolonskim i banoffi pie (znaczy toffi i troche banana). Pozniej standardowo spacerem na rzeka.

Notka na przyszlosc: Perypetie mazurskie (nazwa dziennika na przyszlosc :) ).