Ale nie o to chodzi, by zlapac kroliczka

Drugi tydzien “urlopu” Gosiowego, juz nie chcialo jej sie tak gotowac, ale jest usprawiedliwiona przygotowaniami do Swiat. Bo Swieta przyszly i juz prawie przeszly. Paczka z Polski tez zdazyla dotrzec na czas, niestety ze stratami w postaci rozbitej butelki bimbru i peknietego sloiku majonezu :/ Poza tym przygotowujac Wielkanoc bardzo duzo sie nie narobilismy, ot pare salatek, zurek, sprzatanie domu. Pare wypraw do kosciola na swiecenie jaj i msze niedzielna. No i sniadanie niedzielne, na ktorym jednak nie bylismy sami – dolaczyli do nas Rich z Vicky i chyba im smakowalo.

W pracy normalnie, nie liczac krotszego tygodnia (bo i piatek i poniedzialek sa tutaj wolne), jakies kino, siatka, cwiczenia. Te cwiczenia to ciezko…,bo swieta i nasze Polskie obfitujace w tradycyjne potrawy niestety nie sa zbyt zdrowe (niedopowiedziane), wiec niedziela spedzona na jedzeniu da sie nam troche we znaki.

Dodatkowo w Wielkanoc od poludnia minela pod znakiem “pracy zarobkowej”, gdyz zgodzilam sie przyjsc z mezem i zajac dziecmi, by szefostwo w tym czasie moglo wybrac sie na wesele.