Marysia zakończyła pierwszy rok w przedszkolu i właśnie zaczyna swoje pierwsze w prawdziwe wakacje.
Widzimy i dumni jesteśmy z tego jak bardzo się rozwinęła w przedszkolu – pięknie koloruje i rysuje, skacze, biega, nawiązuje kontakty z innymi dziećmi, tańczy, gada i śpiewa.
Rozwój widać też w naszych spotkaniach planszówkowych i Miłosza i Oli. Jeszcze rok temu Marysia dużo czasu spędzała pod stołem blisko nas. A teraz cały wieczór siedzimy sami, bo Marysia razem z Leonem pięknie się bawią razem. Już nawet się śmiejemy, że teraz łatwiej się dwójką zająć niż jednym, bo z dwójką jest mnie roboty.
W domu zaświeciło pierwsze światło, a to znaczy że skończyłem w końcu rozdzielnicę elektryczną. Powolutku, ale zaczyna to przypominać dom. Basen zaczyna też przypominać basen, bo tata ostro poszedł do przodu z płytkami i praktycznie skończył całą podłogę. Tylko patrzeć jak będziemy lali wodę i inaugurowali pływanie.
Staramy się nie zamykać tylko w bańce pracowo-wykończeniowej, czasem w własnej inicjatywy, czasem po prostu przyjmując gości. Dość często chodzimy do Miłoszów na planszówki, udało nam się wyrwać na parę godzin do Kuby (bez Marysi) i odwiedzili na Maliny którzy zajechali do nas po drodze do domu z bezdzietnego rocznicowego wypadu weekendowego.
Pogodowo tak nijak. Trafiło się kilka cieplejszych dni, ale większość jednak dość chłodna i wietrzna. Nie czuć, że to czerwiec.