Dzisiaj zacząłem pisanie od przeglądania poprzednich wpisów. Praktycznie równo rok temu się cieszyliśmy, a później smuciliśmy nieudaną próbą, pół roku później podejmowaliśmy i cofaliśmy decyzje o rodzeństwie, a w tym tygodniu już ostatecznie – Marysia będzie jedynaczką. Niestety, mimo tego że zarodek był, że ciąża też już była, to lekarka w piątek określiła już to jako poronienie. Teraz tylko czekamy, czy Gosia będzie musiała iść do szpitala. Najciężej kiedy Marysia pyta czy będzie miała siostrzyczkę, ale możemy przynajmniej szczerze powiedzieć, że próbowaliśmy do końca.
Zacząłem od końca, więc teraz powrót do samego początku – Sylwester. Po raz kolejny spędzony u Czaplickich. Dzieciaki znowu wytrzymały aż do północy, a Marysia była zachwycona fajerwerkami. My też zadowoleni z towarzystwa i imprezy.
Po Sylwestrze przyszła do nas krótka zima, ale niestety kombinacja mrozu i posylwestrowych butelek na chodnikach skończyła się raną łapy u Karmela. Rana zagoiła się planowo, ale niestety z powodu konieczności zakładania opatrunków odparzyliśmy mu “kciuka” i do tej pory musi chodzić z kołnierzem.
Prace budowlane ostro do przodu. Tata się zawziął i wziął kredyt na dokończenie basenu. I tak zamówione już całe wyposażenie maszynowni, kupiona folia basenowa i zamówiony fachowiec na marzec. W domu troszkę wolniej, ale cały czas się staram ciągnąć do przodu. Już prawie gotowe na malowanie – kominek obudowany kamieniem przywiezionym z Olsztyna, wnęki na zasłony gotowe, farba gruntująca kupiona. Myślę, że w lutym uda się pomalować dom już na gotowo. Prawie na ostatnią chwilę, bo kuchnia zamówiona na kwiecień!