Jesiennie

Październik zleciał, jesień już w pełni. Grzybów jak co roku nie ma, znaleźliśmy jakieś pojedyńcze sztuki. Dobrze tylko, że ciocia Tereska z grzybów nic nie robi, a wujek te grzyby zbiera. Więc mama ich własne suszonki przywiozła z Ostrowi i na święta pierogi i zupa będą.

Marysia w przedszkolu już w pełni zasymilowana. Z własnej inicjatywy w zasadzie zostaje już do 14 i tylko z niewielkimi problemami wstaje rano. Gdyby jeszcze tylko jadła lepiej, bo niestety bywa że wraca głodna. A po mamie ma złość na głodniaka…

Przyszły wyniki z polipa i okazało się że zdiagnozowany i wycięcy na czas. Jeszcze trochę i mógł się przerodzić w jakiegoś raka, a tak na spokojnie można żyć dalej.

Pomierzyliśmy kuchnię do mieszkania, ale finansowo chyba niestety nie damy rady jej kupić od razu, dlatego przesunięta na marzec. Co daje mi też jeszcze trochę czasu na dokończenie salonu do malowania (reszty domu zresztą też).

W domu rodzice zmienili samochód i jakoś wyszło, że po wielu latach jeżdżenia Kia i my i oni przesiedliśmy się na inne marki. Carens poszedł do Gabrysia, a oni jeżdża teraz koreańskim SssangYongiem Torresem. Wielka krowa, ale całkiem wygodna.