Jest nas czwórka!

Zaczynamy od najważniejszego – ostatnie 3 tygodnie spędziliśmy dwukrotnie podróżując do Warszawy, kłując niemiłosiernie brzuch Gosi – ale z powodzeniem i sukcesem. Dwie kreski na teście wskazują, że Marysia już niedługo doczeka się rozdzeństwa!

I teraz cokolwiek napiszę to nie będzie jakoś bardzo ważne… W obu podróżach warszawskich godziny wizyt oraz nakładające się godziny jakichś lekarzy babciowych spowodowały, że musieliśmy brać ze sobą Marysię i korzystaliśmy z uprzejmości wujków nocując u nich. Miło było się spotkać, bo oni jakoś nas odwiedzać nie chcą…

Chłopaki taty znów mieli parę dni przestoju więc znowu przyszli do nas i zaczęli układać płytki w salonie. I w zasadzie skończyli. Uznaliśmy z Gosią, że wybraliśmy bardzo ładną podłogę i teraz już naprawdę rozpoczęliśmy etap wykończeń domowych.

Kontynuując tematy budowlane. W zasadzie zakończyliśmy garaż, ułożyliśmy ostatnie płytki, zafugowaliśmy i teraz zostały drobiazgi typu silikon i kupno/montaż psiego prysznica. Kupiliśmy też kominek do salonu, bo powoli trzeba kończyć wszystkie pozostałe podłogi. Kominek prosto z Francji, zamawiany bezpośrednio u producenta. I chyba dobrze finansowo na tym wyjdziemy, bo dostaliśmy dobrą zniżkę. A opróćz tego sauna wygląda jak sauna. Boazeria zrobiona, ławki zrobione, ledy zamontowane, drzwi wstawione. W zasadzie zostało tylko wybranie kamienia za piec i montaż samego pieca, żeby nazwać ją skończoną.

Marysia przeżyła kolejny Dzień Babci i Dziadka. Zaśpiewała sto lat, dała prezenty i jak zawsze powaliła wszystkich swoją słodkością. To właśnie ona też zakomunikowała dziadkom, że zostanie siostrą. Dziewczyna rozwija się super i sprawia nam wielką radość obserwowanie tego. Gosia zabiera od paru miesięcy zabiera ją raz w miesiący na integrację z innymi dziećmi i o ile na początku mała była mocno nieśmiała tak teraz potrafi już odpuścić mamę i pobawić się sama.

I już całkowicie na koniec. Za nami pierwszy przegląd Ravki. Spóźniony, ale komputer głupszy niż w proceedzie i nie przypominał się sam, że należałoby go zbadać. Kolejny raz z Karmelem u weta na przegląd podwozia, zważenie i zakupienie leków okresowych. A wczoraj Miłosze zaprosili ekipę na parapetówę, więc trochę mogłem poimprezować.