Mamy piękną zimę tej zimy. Nie jest zbyt zimno, ale śniegu napadało nam spore ilości. Na tyle dużo, że dzisiaj pierwszy raz od nie wiem ilu lat znowu zrobiłem bałwana. Dla Marysi oczywiście, ale jednak. Takie czasy.
W zeszły wtorek znów nadszedł czas kolędy. Okazało się, że tym razem tylko ja się wymigałem z wizyty pracą. Nawet tata się pokazał, chociaż pewnie później żałował, bo usłyszał całe kazanie z powodu niechodzenia do kościoła. Mama chyba też niezbyt zadowolona, bo się nasłuchała, że skoro na emeryturze to do kółek katolickich powinna wstąpić. Tylko Marysia zadowolona, bo dostała obrazek ;)
Poprzedni weekend imprezowy, w sobotę świetowaliśmy pierwsze urodziny Laury, a w niedzielę urodziny mamy (już nie pierwsze).
Niedługo po Nowym roku zakończył się też nasz wynajem około świąteczny. Ładna sumka zarobiona, Gosia tylko we wtorek przy okazji podróży do Ełku do dentysty ogarnęła też mieszkanie. I mimo obaw po awarii Sylwestrowej okazało się, że goście byli porządni i oddali wszystko w bardzo dobrym stanie.