Rodzeństwo?

W zeszłym tygodniu zaczęła się zima. Gosia mnie wysłała na wymianę opon w ostatniej chwili – w środę wymieniłem opony, a od czwartku zaczął padać śnieg i w zasadzie leży aż do dzisiaj. Temperatury też zimowe się utrzymują. Ale i tak chyba nie wierzę, że taka aura utrzyma się do świąt.

W zeszły piątek wybraliśmy się do Warszawy do Novum porozmawiać z panią doktor i potencjalnym rodzeństwie Marysi. Po szybkim przebadaniu Gosi okazało się, że muszę ją trochę pokłuć i wspomóc lekami i na potencjalny transfer umówimy się na styczeń.

A następnego dnia w sobotę zapakowaliśmy się znowu do samochodu i ruszyliśmy w trasę do Białegostoku. Kolejny raz obejrzeć płytki i podjąć ostateczną decyzję. I się chyba nawet udało, płytki co prawda nie tak ładne i trochę inne od zakładanych początkowo, ale w cenie tak dobrej, że nie dało się z tego zrezygnować. A przy okazji standardowo jakieś zakupy w Makro. Mieliśmy też zaproszenie na imprezę, ale Marysia trochę zakatarzona i pokasłująca – nie sprzyjało to odwiedzinom niestety.

W piątek Gosia zabrała małą na wizytę do fizjoterapeutki – bardziej kontrolną, ale i tak wyszła z zaleceniem dostarczenia Marysi bodźców stopowych, żeby trochę ją przyzwyczaić do różnych faktur i tekstur i tym samy pomóc w lepszym chodzeniu.

Od dwóch dni Marysia dopominała się też o odwiedziny od Jejona, no i dzisiaj Miłosze nas odwiedzili. Posiedzieli, zjedli – tylko w zasadzie beze mnie i bez taty, bo my ambitnie poszliśmy do roboty. I nawet udało nam się chyba dokończyć położenie płytek w garażu. Pierwsze prawie wykończone pomieszczenie!