Takie dość dziwne lato w tym roku. Parę dni po trzydzieści kilka stopni, które w ciągu nocy potrafią się zmienić w kilkanaście. To spowodowało, że udało nam się raz razem wybrać nad jezioro i zamoczyć coś więcej niż nogi. Ale raz się udało i podobało się wszystkim :).
Na szczęście mimo pogody w kratkę wynajem naprawdę dopisuje i nasz króciutki mazurski sezon pozwoli na opłacenie chociaż części rachunków mieszkaniowych. Tylko Gosia się narobi bo i sprzątać trzeba. Na szczęście Marysia już bez problemu zostaje albo ze mną, albo z babcią na kilka godzin sprzątania.
Mimo ogromu pracy budowlanych staramy się wybierać się gdzieś w weekendy. I tak, zaliczyliśmy pokazy balonowe w Ełku, imieniny teścia, oglądanie babci śpiewającej w deszczu na pikniku jaćwieskim i jakieś spotkania z Miłoszami.
Babcia na swoje śpiewania ledwo zdążyła wrócić, ostatni tydzień spędziła w Ostrowi opiekując się babcią. Na szczęście nic złego się nie stało – po prostu ciocia Tereska z wujkiem postanowili spędzić kilka dni nad morzem.