Weekend w Malinowym dworze

Druga część weekendu majowego minęła na dalszej zwykłej pracy, ale tym razem odwiedziło nas kilku gości. W poniedziałek wpadli do nas Mariusz z Martą, a korzystając z pięknej pogody tata odpalił boisko i cały dzień grał w tenisa. Najpierw z Martą, później z Adamem Lewickim. I się nagrał tak, że następnego dnia tylko narzekał na krzyż.

We wtorek nareszcie odwiedzili nas Przemki – w końcu skończyły im się wymówki. Niestety tylko na jeden dzień, bo już w środę pojechali z powrotem do Warszawki.

Nie zjawili się natomiast Miłosze, bo po kolei łapali grypę żołądkową, a my mając w planach pierwszy weekendowy wyjazd z Marysią postaraliśmy się niczego nie łapać. No i się udało.

W sobotę bylismy trochę zaskoczeni, że żadna strona wizyty nie odwołała i po szybkim pakowaniu ruszyliśmy w trasę do Bielska Podlaskiego. Marysia podróże przeżyła z delikatnymi trudnościami, ale i tak dzieciak złoty. Tak samo zresztą jak dziewczyny Malin – wyrosły i bardzo ładnie się z Marysią bawiły. A my z Maliną obaliliśmy półtora litra cytrynówki na dwóch i przesiedzieliśmy wieczór przerzucając się różnymi kawałkami muzycznymi do posłuchania i obgadując życie. Bardzo miły wypad, zobaczymy znowu, czy uda się spotkać szybciej i częściej niż raz do roku…

Przy okazji siedzienia obejrzeliśmy skrót koronacji – bo od wczoraj Karol jest już oficjalnym królem Wielkiej Brytanii. Z trzy i półgodzinnej ceremonii obejrzeliśmy pewnie z 15 minut :D.

Od Gosi: Krol Karol kupil krolowej Camili korale koloru brytyjskiego.

W tym tygodniu umówiliśmy się też na robienie tynków wewnętrznych w domu. Gość którego namierzyła Ola, robiący tynki w technologii gipsowo-wapiennej – co ciekawe nie wymagającej później etapu gładzi. Umówiliśmy się na czerwiec, teraz muszę lecieć z przygotowaniami wszystkimi, żeby ściany były gotowe…