Marysia ostatnie parę dnio chodziło z gilem – pewnie złapała na urodzinach. Albo u Martyny, bo na Walentynki Gosia się wybrała w odwiedziny. Mało romantycznie je spędziliśmy, bo ze względów pracowych nie dało rady nic zorganizować niestety…
Małej na szczęście katar jakoś mocno nie przeszkadzał, chodzi coraz ładniej, gada do siebie coraz więcej. Przyjemnie się patrzy jak rośnie.
Z powodu gila w zasadzie zero odwiedzin. Ja to i tak niewiele wychodzę, bo w ciągu tygodnia praca, a w weekend praca na budowie. Ale i Gosia ostatnio odwiedziała tylko babcię i tatę. Na szczęście chociaż czasami słońce się pojawia i przyjemniej się na świat patrzy.