Pierwsze kroczki

Po kilku tygodniach od pierwszych kroków przy podparciach nadszedł czas na pierwsze kroczki samemu. Na razie mocno niepewnie i bardzo mocno strachliwie, ale w porywach 4 małe kroczki do mamusi udało się zrobić. Teraz czekamy na więcej.

W zeszły poniedziałek zacząłem kilka dni “urlopu” – a raczej bardziej wykorzystywania wolnego które mi zostało z całego roku. I od razu Gosia zagospodarowała mi dzień na wyprawę do Ostrowi i Warszawy, odwiedzić rodzinkę i załatwić jakieś zakupy w Ikei.

Od środy Marysia chora. Wygląda na to, że złapała wirusa od Leona, bo odwiedziliśmy Miłoszów w poprzedni weekend. Tak chora, że skończyło się pierwszym antybiotykiem i tak zaraźliwe, że w zasadzie wszyscy się rozłożyliśmy. Przygotowania do świąt były mocno utrudnione, Gosia niestety znowu nie mogła nic pomóc u taty – w zeszłym roku z powodu kwarantanny, a teraz choroby Marysi.

My też trochę rozłożeni, ale nie na tyle, żeby nie ulepić 130 sztuk pierogów, razem z masą innego jedzenia. A same Święta minęły jak zwykle zbyt szybko i w ograniczonym gronie – bo z powodu choroby nie dojechali do nas też Przemki.