Daj babom samochód…

Zapomniałem chyba napisać jakiś czas temu – mama wzięła proceeda, pojechała do Wydmin odebrać z apteki leki dla Marysi i zarysowała zderzak o jakiś słupek parkingowy… a w tym tygodniu jak wróciłem z Ełku po wymianie opon na letnie, Gosia wybrała się z Marysią do Martyny – po czym zgubiła jeden z kluczyków do proceeda… A ja co? Zgłaszaj straty, załatwiaj nowe kluczyki – jakbym nie miał lepszych rzeczy do roboty…

Trwają natomiast poszukiwania samochodu na wymianę proceeda, bo już w listopadzie kończy się wynajem. Przejechałem się z tatą nowym Sportagem – fajny, ale idea jest taka, żeby wziąć większe auto, a Sportage oprócz tego, że wyższy to wiele większy nie jest. W przyszły tygodniu spróbujemy Tucsona. Największy problem niestety w tym, że jest parę fajnych dużych wozów, ale kosztujących więcej niż chcemy.

Dalej dzielnie ciągniemy prace w rozbudowie, w ten weekend wciągnęliśmy do kotłowni pompę ciepła i bufor. Zostało podłączenie, chociaż będzie dość ciasno. Gorzej, że jeszcze ciaśniej jest z rekuperatorem na basen – nie wchodzi nam zupełnie nigdzie. Musimy kombinować z opuszczaniem sufitów i budową specjalnych podestów, żeby go gdzieś umieścić. A umieścić go trzeba.

A okien dalej nie ma xD. Może się okazać, że jednak dachówki będą szybciej, bo w końcu odezwali się przedstawiciele, że da się zamawiać. Drogie jak cholera, ale też trzeba brać…