W zeszły wtorek dopadło mnie jakieś choróbsko. Grypa żołądkowa, zatrucie… nie wiadomo. Dość, że cały dzień miałem wyjęty z życia. Na szczęście nie zaraziłem nikogo w domu i przechorowałem sam.
W tym tygodniu czuć wiosnę w powietrzu. Niektóre dni już ciepłe, żurawie i gęsi się wydzierają, śnieg zniknął. Przyjemnie :)
Rodzice sprawdzają, czy im serducho dobrze bije. I w zasadzie dobrze, ale jakieś próby wysiłkowe w lecie zrobią, żeby się upewnić.
Budowlanie idzie do przodu. Z tatą w weekend skończyliśmy ściankę w saunię, zamontowaliśmy komin i kozę, zgrzewaliśmy rurki do rozdzielacza i przykleiliśmy styropian, żeby nam ciepłe powietrze nie uciekało. Więc mocno pracowicie.
A chłopaki w zasadzie kończą dom. Ściany wewnętrzne postawione, dach odeskowany, zaczęli już kłaść membranę i pewnie w przyszłym tygodniu skończą. I zostanie czekanie na dachówki… A tymczasem korzystając z lepsze pogody i obecności wszystkich zainteresowanych – posiedzieliśmy przy ognisku, kiełbasce i alkoholu, żeby opić wiechę.
