Praca po długiej przerwie

Po chyba najdłuższym moim dotychczasowym urlopie powrót do pracy. Na szczęście okres świąteczny jest zazwyczaj wolniejszy i nie ma tak dużo rzeczy do roboty więc wystarczyły mi tylko dwie godziny żeby nadrobić wszystkie wiadomości i e-maile. A później w zasadzie bez żadnych większych nowości, oprócz bardzo miłego i niespodziewanego e-maila z bonusem na koniec roku.

Marysia w końcu skończyła kwarantannę i Gosia mogła ją zabrać do dziadka. I to nie na króciutko, cały dzień spędziła robiąc gołąbki, a dziadek musiał nosić małą. Ale chyba nie był mocno niezadowolony z tego powodu.

Weekend pod znakiem dość imprezowym, wczoraj mama zorganizowałą niewielką imprezę urodzinową z Olafami i Lewickimi – zresztą do dość późnych godzin, bo mocno się wciągnęli grą w tajniaków, a dzisiaj może nie imprezowo, ale bardzo miło spędzona niedziela z Malinami, którzy po drodze na weekend we dwoje (pierwszy od lat) wstąpili na obiad i winko do nas.

Budowa domu ruszyła po przerwie świąteczno-noworocznej-covidowej. Chłopaki wrócili, stemple ze stropu powoli znikają, a drewno przenosi się do góry. Ja próbuję dostać gdzieś dachówki, a Gosia zaczęła kontrolować montaż okien, bo niestety dalej czekamy…