Świąteczna kwarantanna

Mama nam przyniosła koronawirusa w prezencie przedświątecznym. Zdążyłem tylko w poniedziałek pojechać do Warszawy po Roberta, a w środę z tatą jadąc na zakupy do Makro już czułem się niezbyt. Mama potwierdzona od środy, Gosia od piątku, a my z tatą od niedzieli.

I tak całe święta bez żadnego ruchu, żadnych gości – ciężko, szczególnie Gosi kiedy u jej taty nie za bardzo miał kto pomagać. I z Robertem w zasadzie się nie spotka…

Nawet Wigilia ciężka, bo mieliśmy spędzić ją w więcej osób, a zakończyło się na czwórce.

O tyle dobrze, że wszyscy wirusa przeszliśmy dość lekko, jak grypę. Nawet nieszczepiona Gosia jakoś przetrwała, chociaż nie mogłą się nawet wspomagać lekami ze względu na Marysię. I sama Marysia też tylko z katarkiem.

Jedyny plus – pełno czasu na oglądanie Expanse z rodzicami.