Nareszcie kasa na koncie. Podejrzewam tylko, że wydamy ją szybciej niż się o nią staraliśmy… Ale robota pełną parą, dachówki zamówione, okna popłacone. Wygląda to dobrze.
A my imprezujemy. W sobotę na urodzinach i parapetówie u Mateusza, Marysia ładnie się zachowywała i po opiciu parapetów wróciliśmy do domu dopiero po 11 w nocy.

A w niedzielę u Kuby. Haloweenowe planszówki, pogadanki itd. Mieliśmy być w szóstkę, ale Leon dostał gorączki i Miłosz z Olą musieli się zmyć, zanim jeszcze my zdażyliśmy przyjechać. I mimo tego, że córka już była trochę mniej grzeczna to w domu byliśmy po północy.
Wygląda na to, że łatwiej jest zostać dłużej z małym dzieckiem, bo większe wymaga uwagi i łóżka. A takie małe to przytulić, położyć do wózka i już.