Rodzicujemy

Już pewnie kilka razy tak pisałem, ale ciężko jest wymyślać tytuły. A jeszcze ciężej teraz kiedy za każdym razem chciałoby się napisać: Marysia. I do tego żona pogania i popędza…

Całe życie zaczęło obracać się wokół córki. Karmienie, przebieranie, mycie, tulenie, usypianie, pokazywanie gościom, czytanie bajek, słuchanie, obserwowanie min. Takie małe, a tyle zajęć.

I rośnie też zdrowo, szybkie ważenie u położnej pokazało 100 gramów więcej dziennie. Jak na drożdżach!

Ja się urlopuję. W założeniu miało być dostosowywanie się do Marysi, ale nie mam na razie zbyt wiele roboty przy niej. Pomagam Gosi, ale jednak to ona ma najwięcej pracy. Chociaż dzięki temu mam też czas na załatwianie zakupów, roboty przydomowe i tego typu sprawunki.

Mama od ostatniego dnia sierpnia już na oficjalnej emeryturze. Na razie bardzo zadowolona bo ma czas na wszystko. Oby tak dalej. Tylko coś jej w lędźwie wlazło od razu i musi na ketonalu jechać. Oby nie tak dalej.

Paulina i Mateusz też już doczekali się córki, Letycja urodziła się tydzień po Marysi. Całkiem dobrze tak, wiadomo, że przynajmniej we dwie na wsi będą obok siebie więc razem do szkoły i do zabawy.

Kort już prawie zakończony. Piasek zasypany (chociaż za każdym razem jak myślimy, że już go wystarczy to jakoś się ugniata), siatka naokoło zamocowana (prawie). Brakuje tylko furtki i trybun. Tata zrobił kawał dobrej roboty przy nim.

Na dzisiaj Miłosz z Olą zaprosili nas na proszony obiad. Zapakowaliśmy się w piątkę do samochodu i pojechaliśmy. Całkiem smacznie, później kawka na tarasie i krótki spacerek promenadą. Teraz rewanż…