Chud

ziak. Chudzi nie jesteśmy dalej. Chociaż chcielibyśmy.

Na szczęście w innych rejonach wygląda dobrze. W czwartek zalali chudziak na wszystkich budowach. O ile przyjemniej się chodzi po twardym betonie, a nie piasku.

Pies nam w zasadzie wyzdrowiał z kaszlu, niestety znowu ma problemy żołądkowe. Nie tak gwałtowne jak kiedyś, ale weterynarz zarządził pre i probiotyki – możliwe, że już na stałe.

Wczoraj wybraliśmy się na imprezę. “Parapetówkę” w swoim własnym mieszkaniu. Miłosze zorganizowali spotkanie z kilkoma znajomymi. Zaczęliśmy od laser-taga, bardzo fajnej, choć męczącej zabawy przypominającej paintballa, a skończyliśmy na planszówkach i grach imprezowych na konsoli w mieszkaniu. Fajnie było, ale dziwnie kończyć imprezy i wracać do domu o 22, bo dziecko musi iść spać…

A dzisiaj… epicka wyprawa po naprawiony skuter do Borowej Góry zakończyła się w Łomży. Skuter wziął i zgasł, a po odpaleniu usterka wróciła… Na szczęście udało się nam załatwić jego garażowanie u znajomego księdza, musieliśmy go tylko przepchnąć kawałek. I zamiast wrócić do domu na skuterze, wróciliśmy samochodem. Bardzo się cieszyłem, że tata jednak ze mną pojechał, samemu miałbym spory problem co zrobić. Teraz już tylko zostało załatwienie w serwisie, żeby po niego przyjechali i naprawili – tym razem ostatecznie.