I jest! Po dziewięciu miesiącach oczekiwania na świat przyszła nasza córeczka. Planowo i grzecznie tak jak mama chciała, we wtorek o godzinie dziewiątej rano pojawiło się 3150 gram i 58 centymetrów szczęścia. I wywaliło nam to życie do góry nogami – ale nie narzekamy.

Na razie nie jest źle, córka wymaga trochę uwagi, częstego karmienia i jeszcze częstszego przewijania, ale na razie jest bardzo grzeczna. Nawet z goścmi da się posiedzieć, bo grzecznie śpi.
Karmel też zaakceptował siostrę, grzecznie leży i pilnuje i tylko czasem liże po główce.
W zasadzie o niczym więcej nie pamiętam i w zasadzie nic więcej nie jest ważne.
