Po wielu miesiącach ciężkiej roboty, równania, ugniatania, rozkładania, zasypywania w niedzielę w końcu rozegraliśmy kilka pierwszych piłek. Jeszcze nie wszystko jest gotowe na tip top, musimy dosypać więcej piasku, dobrze zamocować piłkochwyty, dorobić jakieś trybuny i chyba zrobić szopkę na sprzęt do grania. Ale kilka rzeczy jest opcjonalnych, które kiedyś tam się zrobi (miejmy nadzieję). Na razie się cieszymy.

Mieliśmy kilka wizyt, jednego dnia odwiedzili nas wujek Tadek z Donatellą. Króciutka wizyta, wujek wygląda dobrze, Donatella trochę ciśnienie podniosła swoimi dietami, ale fajnie było ich zobaczyć. A na weekend po szybkiej decyzji zjechali do nas Przemek z Elą. Już druga wizyta w tym roku! Bardzo nam pomagali i przy boisku i przy ogólnym oporządku terenowym.
A musieli pomagać, bo w sobotę razem z Olą i Miłoszem zapakowaliśmy się do busa i pojechaliśmy do Warszawy. Upiekliśmy przy tym kilka pieczeni, bo po pierwsze zawieźliśmy do Warszawy skuter. Niestety, w Ełku nikt nie chciał podjąć się jego naprawy. Po drugie, kupiłem i przywiozłem z powrotem szafę rack. Wielka, biała i mam nadzieję, że ją zapełnię jak już wybudujemy dom. A po trzecie pomogłem Miłoszowi i Oli z pakowaniem busa i zwożeniem ich co większych rzeczy do Lisek.
W międzyczasie działo się niewiele. Gosia rośnie, Kia pierwszy raz w naprawie gwarancyjnej jakichś pierdółek i dalej staramy się o kredyt, tym razem dodatkowo sami w banku (oprócz doradcy kredytowego).