Wpis z dwóch tygodni, ponieważ ostatni weekend spędzaliśmy w Gdyni. Wyrwaliśmy się na 3 noce z rodzicami, Karmela podrzuciliśmy Eli a sami pozwiedzaliśmy Gdynię i Trójmiasto (opuściliśmy chyba tylko Sopot), ucięliśmy komara na Helu i przy okazji spaliliśmy sobie plecy i skorzystaliśmy z prawdopodobnie ostatniego wypadu bez Marysi na wiele lat.

A w międzyczasie chłopaki zalali ławy fundamentowe i są na dobrej drodze do skończenia fundamentów w przyszłym tygodniu. Niedługo stan “0” naszego domu! Szkoda tylko, że kredytu dalej nie ma, więc na dalsze części pewnie trzeba będzie poczekać…
A propos Marysi, trwają intensywne prace przygotowawcze pokoju. Ola z Miłoszem już przenieśli swoje rzeczy, pokój i taras wysprzątane na błysk, teraz tylko trochę meblowania i się zacznie oczekiwanie.
Wczoraj mimo ogromu roboty czekającej w domu “wybraliśmy” jednak inne zajęcia. Koło południa pojechaliśmy do Wilkas na pierwszą komunię Katii – co było dość ciekawym doświadczeniem.

A zaraz po komunii, przenieśliśmy się do Lisek i posiedzieliśmy na urodzinach Marysi u Emili i Michała.
