2 tygodnie temu zakończyłem obawą o wynajem mieszkania… niestety okazało się, że obawa była uzasadniona i możemy zamieścić listę szkód: telefon od administratora i skargi od sąsiadów, uszkodzona sofa w salonie, popsuty stolik kawowy, wygięta lampka nocna, odbarwienie podłogi, niewielkie uszkodzenia ścian… No ciężko, Gosia policzyła babkę na 1500 złotych zwrotu + zatrzymane 300 złotych kaucji. Może wystarczy na naprawę wszystkiego. A musimy jeszcze pojeździć po sąsiadach i poprzepraszać. Ale babkę zbanowaliśmy.
W poprzednią środę były urodziny teścia. Niestety nie mogliśmy się zjawić na wizytę, bo babcia trochę zaniemogła i z gorączką leżała w łóżku. Żeby nie kusić losu zrezygnowaliśmy z odwiedzin.
Zaraz następnego dnia urodziny Gosi. Nie wyprawialiśmy żadnej imprezy, ale Gosia pojechała dzień spędzić u Martyny. Nie tylko ze względu na świętowanie, ale też wspieranie – ich Oskar z Karolem pojechali do Warszawy na zabieg poprawy kości w czaszce. Trudny i Martyna mocno się martwi, towarzystwo Gosi powinno pomóc i odciągnąć trochę myśli.
Zaraz następnego dnia urodziny Oli. Zjawili się razem z Miłoszem i Leonem na weekend, a na wieczór wpadli Kuba z Patrycją na szybkie granie w Carcassonne.
W tym tygodniu z rzeczy ważniejszych, w poniedziałek Gosia miałą kolejną wizytę u ginekologa. Wszystko w porządku, dalej wychodzi dziewczynka. Krwiak mniejszy i samopoczucie dobre. A na piątek mama w Warszawie miała operację naprawy stopy i od soboty już dwie baby w domu niezbyt sprawne. Jedna już się prawie ledwo toczy, druga ledwo kuleje.
I mniej usytuowane czasowo, w końcu założyliśmy (znaczy doradca, nie my) wszystkie dokumenty do banków w sprawie kredytów. Mamy nadzieję, że chociaż jedną decyzję pozytywną dostaniemy, bo inaczej mocno nam to utrudni budowę. Gosia z mamą i Elą któregoś dnia pojechały na cmentarz uporządkować trochę grób ze zwiędniętych wiązanek i część sztucznych przechować poza słońcem na wymianę. Nie ma sensu, żeby wszystkie leżały jednocześnie.
Na podwórku znów armageddon się robi. Śnieg ledwo topnieje i albo znowu pada, albo dosypuje nowego. Ziemia mokra, a tu nam wjechali wiertacze i koparka i wiercą w głąd ziemi odwierty do pompy ciepła. I straszne błocko i bagienko. Karmelowi tylko w to graj – jednego dnia zniknął na zabawę z wiertaczami i upieprzył się tak, że pierwszą rzeczą po powrocie do domu była kąpiel. Następnego dnia wychodził już tylko na smyczy.