Chory psies

Znowu wpis z dwóch tygodni. Oby to się nie stało tradycją. Postaram się wrócić do cotygodniowych aktualizacji, ale ostatnio w niedzielę sama żona mówiła że nie wie co się działo i o czym pisać…

Nareszcie wiosna. Temperatury dodatnie w ciągu dnia i nocy, opady deszczu zamiast śniegu. Przyjemnie i miło. Tylko “przebiśniegi” wyszły, a baby zamiast pomagać to się obydwie lenią. I z tatą zamiast robić i taczkować ziemię do basenu to musieliśmy się wziąć za grabie i odkurzacze i robić porządki.

Budowy oprócz niewielkich naszych działań stoją obydwie. Jedna czeka ciągle na dachówki, a później robotników, a druga na wyceny działań przez kilka ekip i jakieś decyzje kredytowe…

Gosia rośnie wszerz, w coraz mniej ubrań się mieści. Leży tylko w łóżku i podsłuchuje córkę (prawie na pewno).

Wielkanoc się zbliża, ale chyba spędzimy ją tylko we czwórkę. Koronawirus “atakuje” znowu pozamykali pełno branż. A we czwórkę, bo Miłosze chore, się testują lae nie wiadomo co z tego wyniknie.