Szpitalnie

Zima dalej nas męczy, ale tylko pod względem palenia w kominku, braku drewna, czy konieczności odśnieżania. Ale i tak mamy dobrze, bo taka Ela treserka Karmelowa wyłożyła się na lodzie i uszkodziła kolano. I przez to mamy przerwę w trenowaniu. Tylko pod nadzorem co prawda, bo ćwiczenia domowo/podwórkowe dalej grzecznie uskuteczniamy.

Gosia cały poprzedni weekend przeleżała w łóżku bo zauważyła niewielkie plamienia. Nie panikowaliśmy, bo w poniedziałek mieliśmy umówioną wizytę, a lekarz powiedział, że wszystko jest w porządku. Niestety, w czwartek podczas seansu filmowego zauważyliśmy już mocniejsze krwawienie, więc szybko zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy na izbę przyjęć. I została się Gosia w szpitalu i dalej w nim siedzi. Mamy nadzieję, że może jutro ją wypuszczą. Na szczęście i z Gosią i z dzieckiem wszystko jest ok.

No i ten pobyt w szpitalu popsuł nam trochę plany weekendowe. W sobotę mieliśmy mieć chrzest Oskara, gdzie Gosia miała być chrzestną. No i niestety, nie wypaliło. Ja sam pojechałem tylko do Martyny i Karola, żeby się z nimi pocieszyć. A w niedzielę Walentynki też trochę samotne. Ja w domu z psem, a Gosia sama w szpitalu…

Rodzice w sobotę pojechali sobie na kulig ze znajomymi. Nietypowy, bo za traktorem więc podchodzili do tego niepewnie. Okazało się jednak, że wybawili się przednio i traktor też zapewnił dobre ciągnięcie.