Brrr…

Już powolutku śnieg się roztapiał, a tu jak nie przysypało i jak nie przymroziło! Dzisiaj w nocy znowu -20 stopni i znowu pół łazienki zamrożone… I kurczaki też zamrożone. Dobrze, że już nieżywe były, bo miałyby większy problem.

Kurczaki przywiezione z Ostrowi, bo w czwartek rodzice wybrali się do Warszawy. Tata na badania wzroku, bo chce sobie chyba operacyjnie poprawiać, a mama na poradnię stopy i się nawet umówiła na operację. I bardzo dobrze, niech się naprawiają i żyją zdrowo.

Gosia chociaż na zwolnieniu, to Ełku nie odpuszcza i w poniedziałek na 6 rano była na badaniu krzywej cukrowej, bo coś tam. Ale wyszło wszystko w porządku, więc żadna dieta niepotrzebna. A to była chyba najbardziej przerażająca opcja. I w ten sam poniedziałek znów do Ełku, tym razem ze mną i Karmelem na kontrolę. Wygląda, że też w porządku, ale mamy obserwować i masować. Same przyjemności.

W piątek takie mocno nietypowe wesele. Krzysiek z Brygidą wzięli ślub cywilny i w ramach świętowania poszliśmy do teściów na większy obiad. Paręnaście osób się zebrało. A przed samym “weselem” padł mi komputer, na szczęście w sobotę jakoś udało się go naprawić i wyrobić jeszcze parę godzin dla Nowego jorka.