Oj jaka mroźna i śnieżna zima się nam trafiła. Według prognozy tylko na 4 dni, ale ścisnęło na minus dwadzieścia pięć stopni w piątek. Prawie cały weekend spędziliśmy w łóżku pod kołdrą próbująć nie zmarznąć. Ciężko, bo zatoki mnie trochę pobolewają – wygląda na jakieś poprzeziębieniowe problemy.
Żeby je wyleczyć pojechaliśmy do Kuby saunować i planszówkować. Niesamowite wrażenie wyskoczyć z sauny 80 stopni i walnąć się w śnieg przy prawie -20. Gosia niestety musiała się obejść smakiem, bo w ciąży nie zalecana jest sauna. No i przy tej okazji powiedzieliśmy o ciąży Kubie, Patrycji i Ali.
Ze względu na zimę nawet w niedzielę nie bylismy na żadnych psowych szkoleniach, zbyt mroźno żeby rano łazić po polach i nikt nie nagrzałby “budy” do jakiejś sensownej temperatury na grzejnikach elektrycznych. Ale rodzice się mrozu nie bali i razem z Elą wzięli psy na standardowy spacer naokoło jeziorka. Odważni. My pod kołderką…

Ostatni tydzień, mroźniejsze dni i poważniejsze opady śniegu spowodowały, że na drogach zrobiły się takie sobie warunki. Gosia sama jeździła do Ełku i narzekała, że strasznie się ślizga na oponach, ja też przy okazji wypadu do weterynarza z Karmelem zauważyłem, że ciężko prowadzić. Początkowo chciałem to zwalić na zbyt mocny silnik i automatyczną skrzynię biegów – ale po przemyśleniu sprawy uznałem, że chyba niemożliwe, żeby było aż tak źle. No i usiadłem do opon… Okazało się, że chyba nam w październiku nie wymienili ich na zimowe tak jak powinni i cały czas jeździmy na letnich. Nic dziwnego, że się ślizgamy! W poniedziałek będę musiał to załatwić, bo nie będę puszczał żony na takie drogi na letnich oponach jak już wiem, że są letnie.