Nowy rok, nowe możliwości?

Chciałem napisać, że po świętach, ale ostatnia niedziela już była po. Teraz już tylko Sylwester, który spędziliśmy w ciszy i spokoju ledwo docierając do północy. Nawet nie wyszliśmy na zewnątrz popatrzyć na fajerwerki. Mogło to też być delikatnie spowodowane obostrzeniami które nasz kochany rząd wprowadził w ramach walki z koronawirusem…

Dzień Sylwestrowy spędziliśmy na przerzucaniu ton piachu do środka rozbudowy w ramach wyrównywania poziomów pod posadzki. Ale czuję, że chyba się mi to odbije na zdrowiu bo mnie już teraz coś gardło pobolewa.

Na Nowy rok zabraliśmy się wszyscy razem z psami i poszliśmy na bardzo długi spacer. Psy się wybiegały, my też. Odpuściliśmy przerzucanie piachu, bo skoro mówią, że cały rok będzie jak pierwszy dzień roku to nie chcieliśmy cały rok robić…

Wczoraj po dwutygodniowym (chyba?) pobycie – do domu wrócili Miłosz z Olą. Trochę spokojniej i ciszej się zrobiło, ale jakoś bardzo nie możemy narzekać na ich świąteczną wizytę. A dzisiaj się wykończyliśmy, trafiła nam się rezerwacja Sylwestrowa… na początku się cieszyliśmy, ale ilość sprzątania i strat odrobinę nas przygasiła. Jakieś ełckie młodziaki zrobiły sobie imprezę, jak się napili to zaczęli wariować. Więc mamy teraz zbity klosz w lampie, wgięte drzwi do lodówki, wypaloną dziurę w narzucie na łóżko, zaginioną poszewkę na kołdrę, zbite jakieś szkło i już za nami generalne sprzątanie mieszkania. Gdyby nie to, że przedłużyli trochę pobyt, to by się nam ten Sylwester w ogóle nie opłacał – następnym razem damy minimalny pobyt 5 nocy, żebyśmy wiedzieli za co tak sprzątamy.