Katar przekleństwem ludzkości

I przepowiedziałem, w zasadzie cały tydzień spędzony na kichaniu. I nawet od pracy nie odpocząłem, bo z domu to i z katarem można pracować. Tylko co to za praca…

Z Karmelem ciągle jeździmy do weta i leczymy zapalenie bakteryjne oka. Gupi psies, narobił paniki, bo inny pies narobił hałasu. A ciężko już go nosić.

W piątek mama kończyła 60 lat. Zrobiła sobie imprezkę urodzinową i się spili razem z Elą. W końcu skorzystali z wolnej chaty, bo razem z Gosią pojechaliśmy do Warszawy na pierwsze USG. I mamy już drugie zdjęcie, małej kropki, i pokazali Gosi jak bije serduszko.

Na noc zostaliśmy u Miłoszów, taki relaksacyjny pobyt, trochę pogadaliśmy, pograliśmy, nic wielkiego. Do domu w sobotę, zahaczając o Makro.

Nawet w niedzielę nie da się wyspać, kiedy trzeba z psem jechać na szkoło/zabawę. Tym razem przebieżka po polach z 3 innymi psami. Fajnie, ale po spacerze we trójkę padliśmy do dalszego spania…