Nasz prosiak waży już ponad 27 kilogramów! Przecież to aż niemożliwe. Szkoda tylko, że już się załapał na jedną z typowych chorób swojej rasy i ma zapalenie uszu. I oczu. I teraz musimy mu zapuszczać kropelki i wstrzykiwać mazie do ucha. Oby tylko ładnie wyzdrowiał.
Na początku tygodnia pojechaliśmy do Novum na badania i ustalenie dalszych kroków – i wychodzi, że od połowy przyszłego tygodnia, na tydzień jedziemy do Wawy. Kolejna próba, trzymamy kciuki.
Od środy tata bral urlop i samemu zapieprzal przy rozbudowie – głupio i ciężko. Na tyle, że po zakończeniu dzisiejszego etapu resztę będzie robiła ekipa. Może i drożej, ale nie ma sensu się zajeżdżać. Bo właśnie wczoraj i dzisiaj kończyliśmy zalewanie fundamentów i basenu – teraz już wystarczy wyrównać podłoże i od następnego tygodnia będziemy budować ściany!

W międzyczasie roboty i roboty w piątek wybraliśmy się na małą imprezkę urodzinową do Kuby, spotkaliśmy się łącznie z siódemkę, razem z Patrycją, Kubą, Hanią, Maćkiem i Alą. Zaserwowali nam drinki, żarcie – i było fajnie, bo Gosia prowadziła a drinki były dobre.