Jakoś się nie zabrałem w zeszłą niedzielę za wpis do dziennik. Ale nijak nie pamiętam dlaczego… Zmęczenie chyba, bo całe weekendy spędzamy z tatą na budowie i staramy się kończyć szalunki i basen, a Gosia przygotowuje podwórka na zimę i walczy z liścmi.

W międzyczasie natomiast – skończyłem kolejny rok, odwiedziliśmy małego Oskara, zawieźliśmy Milę na szczepienie do weterynarza, zaczęliśmy szukać okien, zainstalowaliśmy światłowód i odwiedzili nas “Miłosze”.
Może jednak, nie taki marazm, a po prostu skleroza?
