Trochę się pośpieszyłem, albo trochę za bardzo skróciłem tytułując poprzedni wpis fundamentami – bo dopiero ławy fundamentowe zrobiliśmy. Ale za to w ten weekend już prawdziwne fundamenty zaczęliśmy stawiać. Oczywiście nie skończymy i już od jutra chłopaki od taty wchodzą na budowę i mamy nadzieję, że po dwóch tygodniach będziemy mogli wyjść nad ziemię.

Tydzień pracowy, ale z przerwą dwudniową na wizytę w Warszawie. Tym razem nie całkowicie przez Gosię, bo ja we wtorek zawitałem w końcu u Tomka Sarosieka. W zasadzie tylko po to, żeby zakończyć te mniej lub bardziej regularne wizyty z zaleceniem okresowego zbadania krwi i USG i odzywania się tylko w wypadku podejrzanych wyników. Czyli oficjalnie leczenie onkologiczne zakończone!
Drugi dzień już Gosi, po 3 nieudanych transferach spróbujemy teraz długiego protokołu i zobaczymy czy to coś zmieni. Jeśli nie, będziemy musieli się poważnie zastanowić nad dalszymi krokami.
W Warszawie też będąc Filip nas trochę nastraszył – posiedzieliśmy chwilę razem w salonie, a później się okazało że w ciągu weekendu byli na grillu z dziewczyną która okazała się być zarażoną koronawirusem. Więc szybka izolacja i czekamy na sprawozdania zdrowotne u nich, a sami siebie też obserwujemy.
Obserwujemy też uważnie i od środka Karmela. W piątek rano weterynasz zrobiła mu kilka zdjęć RTG z których wyszlo, że troszkę za wolno scalają mu się kości, zainteresował się ścianami i że panewki na kościach biodrowych może mieć do poprawki. To ostatnie trochę nas niepokoi, bo jeśli po konsultacjach z pieskim ortopedą (chyba) okaże się, że potrzebna będzie operacja to się trochę jej boimy. Cała reszta do obserwacji i faszerowania psa wapnem w tabletkach, żeby nie zeżarł ścian do cna.