Od poniedziałku fundamenty rosną siłami trzech chłopa od taty. Oddelegował jeden zespół do murowania, ale już zapowiedział, że na dom mamy znaleźć zezwnętrzną ekipę. Się zgadzam, bo roboty przy tym wszystkim jest od groma…
W poniedziałek dostalem telefon z firmy zajmującej się montażem światlowodów i umówilismy się na czwartek na montaż. Więc zostałem w domu, pracując na laptopie i czekając na techników. I znowu się nie doczekałem – PGE z jakiegoś powodu dalej robi problemy i nie pozwala na żadne prace… Idiotyzm totalny. A kolejny termin to koniec listopada, czyli kolejny miesiąc czekania.
W piątek znowu zostałem w domu, bo wczesnym popołudniem zapakowalismy psa do samochodu i ruszyliśmy do Olsztyna na konsultacje weterynaryjne. Podróż w zasadzie bez niespodzianek, tylko w kilkoma postojami. Pies grzeczny i ułożony, i jak się okazało idealnie zdrowy. Dobre kości i wyrośnie na wielkiego Goldena.

Wczoraj i dzisiaj dalej robota przy fundamentach, chcemy w końcu zasypać te dziury i wyjść chociaż na poziom ziemi. I jak prawdziwy Polak zarezerwowalem urlop, żeby pracować przy “remoncie” :D