Miesiąc jak z bicza trzasł

I już Karmel z nami miesiąc, to oznacza, że on sam skończył już 3 miesiące. I TAKI duzy pies już. Gosia na pewno wstawi zdjęcia ;).

W poniedziałek pożegnaliśmy dziadka Zbyszka. Pogrzeb dość dziwny, bo tylko szybka ceremonia na cmentarzu, a później tylko my z Miłoszami i Przemkami poszliśmy na obiad do pizzerii.

We wtorek korzystając z ostatniego dnia wolnego Gosi wybraliśmy się do wydziału komunikacji w Ełku. Straszne przeżycie… ale udalo nam się załatwić ostatni kawałek papieru potrzebny, żeby zacząć kurs na prawo jazdy na motor. Sam motor dalej nie zarejestrowany, ale kolejne kroki poczynione.

Wczoraj kolejny pogrzeb, zmarl jakiś dalszy wujek Gosi. Tym razem ja ze względu na dużą ilość prac koniecznych zostałem w domu. A na wieczór zawitali do nas Kuba z Patrycją, zobaczyć psa, pograć w planszowki i napić się drinka.

A dzisiaj obiad z Czaplickimi, którzy nareszcie do nas zajechali. Zjedliśmy, posiedzielismy i po krótkim spacerku w stronę Grabnika oni wrócili do siebie, a ja usiadłem do standardowej dodatkowej roboty.

Jesteśmy też bardzo zadowoleni, bo chociaż sezon wakacyjny na Mazurach się skończył, to jednak udało się złapać kolejną rezerwację. I to nie byle jaką, bo międzynarodową, zjawili się u nas prawdziwi Norwedzy w związku z jakimiś mistrzostwami skuterów wodnych. Oby tak dalej, i mieszkanie nie stało puste całą zimę….