W ciągu tygodnia niewiele się działo. Tylko w czwartek po pracy zamiast od razu do domu spotkaliśmy się z ciężarną Wiolką i Piotrkiem na obiedzie w Smętku nad jeziorem. Gosia po dwóch piwkach tak się ululała, że musiałem ją po schodach w domu wnosić. Strasznie ekonomiczna się zrobiła.

W weekend działo się trochę więcej. Po pierwsze, w piątek pojechaliśmy do Warszawy na dwudzieste ósme urodziny Magdy. Po drodze zahaczając Wyszków gdzie kupiliśmy kasę fiskalną i Novum na drugą wizytę startową. Sama imprezka w Borowej Górze w gronie kilkunastu znajomych – bardzo kulturalna, aczkolwiek długa, bo skończyła się o 4 nad ranem.
W sobotę przed powrotem spotkaliśmy się z ciężarną Edzią i Kasprem na gofrach. I przy okazji z Agatą. Miło było się z nimi zobaczyć, szczególnie, że nie byliśmy na ich weselu. Po spotkaniu zakupy w Makro i ruszyliśmy do Piątnicy.

Bo tam właśnie czekał na nas nasz piesek. Karmel. Słodka kulka. Odebrana, przywieziona do domu, gdzie natychmiast podbiła wszystkie serca. Ale kłopotów sprawi pewnie dużo…
Od razu dzisiaj zostawiona zresztą z mamą, bo my sami do Ełku, przygotowywać mieszkanie na przyjazd kolejnych gości.
