Ciężki tydzień, bo strasznie rano wstawianie… W poniedziałek próba dostania się do Wydziału Komunikacji – zakończona niepowodzeniem, bo jak zajechaliśmy do Ełku na 8:15 to kolejka była już na kilkanaście osób… We wtorek jeszcze wcześniej, bo jeszcze przed 8 byliśmy w Ełku – ja zawieźć Martynę do lekarza, a Gosia popilnować Róży. Tutaj na szczęście wszystko dobrze i na szczęście pozostałe dni wstawaliśmy już normalnie – nie licząc Gosiowych wyprowadzek Karmela na dwór.
A propos Karmela, w czwartek pierwsza wizyta u weterynarza. Odrobaczanie, szczepienie, odkleszczanie i profilaktyka. Grzeczny pies był, tylko podczas powrotu połączenie stresu, tabletek i żarcia kociego sprawiło że zapaskudził kontener. Ale jakoś poszło.
Wczoraj ostatnie w wakacje sprzątanie mieszkania. Jedni tygodniowi goście pojechali, a drudzy przyjechali dzisiaj. Ja jak zwykle przy komputerze, a Gosia przy ścierkach.
A dzisiaj szósta już rocznica naszego ślubu. Kiedy to zleciało? Troszkę mniej świątecznie, bo tylko przy obiedzie w Ełku (przy okazji wpuszczania gości do mieszkania) i bez prezentowo – bo Karmel to nasz prezent rocznicowy :)

I jeszcze notka na sam koniec do pamiętania – dzisiaj się urodziła mała Estera, pierworodna Edyty i Kaspra. Mała jak i oni ;)