Najpierw się żona pochorowała i na zwolnieniu, a później zaraziła mnię i weekend przeleżałem. I tak chrychamy i prychamy razem.
Mimo choroby wczoraj się wybraliśmy na imieniny babci Lucynki. Ja się zmyłem dość wcześnie, ale Gosia dotoczyła się jakoś koło północy. Po czym już mocniej zachorowała.
Na weekend mamy gości, przyjechali we czwórkę, ale odjeżdżają tylko we trójkę. Forest zostaje aż do Sylwestra z nami – bo się Miłosz z Olą i Leonem na Święta wybierają się do Islandii .