Słomiana wdowa

No i zostawiłem Gosię samą w Liskach na cały tydzień. W końcu po 10 miesiącach z niewielkimi przygodami wróciłem na tydzień do Londynu. Niewiele się zmieniło, drobnostki bym powiedział. Na lotnisko w Szymanach odwiozłem siebie sam, Gosia musiała wrócić. I to Carensem, bo niestety ze względu na opóźnienia w produkcji dalej czekamy na nowy samochód…

Gosia od zeszłego tygodnia cieszy się już umową o prace. Niestety czas określony (2 lata), ale mimo wszystko to jednak jakieś zabezpieczenie jest.

Mieszkanie idzie sobie powolutku. Podatki już wyliczone, prąd umówiony, a stolarz zaczął wstawiać na miejsce meble. Niedługo zostanie tylko własnoręczne doposażanie i wykanczanie…