Korzystając z wolnej chwili, zamontowanego licznika i kupionych żarówek podjechaliśmy do mieszkania zobaczyć chociaż niektóre pomieszczenia w świetle. No i oczywiście problemy. W toalecie jedno światło nie działa. A w łazience na lustrem światła działają bez przerwy… Aby tylko się to dało naprawić bez kucia…
Samochodu dalej nie ma, mamy zamiar upominać się o zastępczy, bo coraz więcej problemów jest z tylko jednym. Dobrze chociaż, że rodzice Gosi nam mogą pożyczać czasami, bo nie wiem jakby to było inaczej.
I przez to też, w weekend do Warszawy pojechaliśmy firmowym Berlingiem. A po co? A bo się nam Miłosz zestarzał i własną trzydziestkę obchodził. Najpierw zaczęliśmy od escape roomów, a później przejechaliśmy na alkoholizację, planszówki kończąc na Ktulu. I w niedzielne przedpołudnie powrót do domciu.