I znowu tydzień minął. I znowu praca praca. Tym razem Gosia oprócz swojej normalnej dorabia wieczorami księgując faktury dla taty. A że ucieka nam tydzień września na wakacje, musi się ze wszystkim wyrobić szybciej.
W sobotę z samego rana razem z mamą wybraliśmy się na moje pierwsze w życiu wykopki. Ciężka to robota i żmudna, ale daliśmy radę.

A w niedzielę też z samego rana zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w drogę do Warszawy ochrzcić Leona. Poszło bez problemów. Tylko chyba złapałem jakieś przeziębienie bo mnie gardło pobolewa. Oby nie przeszło w nic poważniejszego…
