Jak Szewczyki na smoka jechali

Najpierw zacznijmy od mieszkania. Firma stelażowa nijak nie chce nam uwierzyć i jednak będą wysyłać kogoś z Poznania. Termin wyznaczyli na przyszły tydzień – zobaczymy jak to się uda. Może w końcu to załatwimy.

Na początku tygodnia ostatecznie zarezerwowałem sobie urlop – bo zostało sporo dni. No i korzystając ze znajomości dat porozglądałem się po ofertach i wyszło, że znowu z Gosią polenimy się przez tydzień all inclusive – tym razem na Cyprze. Powinno być fajnie, miło i ciepło.

W środę wieczorem natomiast pojechaliśmy na smoka. Wyjechaliśmy zaraz po pracy, a w Krakowie byliśmy przed pierwszą w nocy. Wynajęliśmy sobie mieszkanie bliziutko starego miasta, do przespania się kilku dni było bardzo fajne.

Czwartkowy dzień ja przesiedziałem przed komputerem – niestety praca, a Gosia z rodzicami łażąc naokoło Krakowa. Wieczorem już razem poszlismy na Wawel. W piątek chcieliśmy wejść na Wawel, ale po zobaczeniu kolejek zrezygnowaliśmy z tej “przyjemności”. W zamian wsiedliśmy w łódkę i popływaliśmy po Wiśle. I to było przyjemne, niestety trochę chłodne.

Po bliższym przyjrzeniu się kalendarzowi wyszło, że w piątek mijało nam również 5 lat od ślubu. Z tej okazji wziąłem Gosię do restauracji. Dostaliśmy prywatny pokoi, jedzenie było bardzo dobrze, wino też – wieczór bardzo udany.

W sobotę pojechaliśmy do Wieliczki, super sprawa i niesamowicie się chodzi po tych korytarzach. Żałowaliśmy tylko, ze nie udało nam się zaliczyć od razu trasy górniczej, bo też wyglądała świetnie. Turystyczna jest bardzo ugrzeczniona, chociaż też męcząca, bo wszystko łącznie zajęło nam dobre 3 godziny. Mało nam jeszcze było chodzenia, więc wspięliśmy się dodatkowo na Kopiec Kościuszki.

Po powrocie do Krakowa i obiadku poszliśmy się dodatkowo ukulturalnić do Piwnicy pod Baranami i ichniejszego kabaretu (działającego zresztą już 60 lat!).

I jak zawsze minęło zbyt szybko, w niedzielę rano msza i ostatni spacerek po starówce, a potem powrót do domu. Zająl dłużej, bo odwiedzliśmy i Miłosza z Olą w Warszawie i Puścianów w Ostrowi. No, ale trzeba było oddać prezenty.