Gosia miała tydzień nostalgiczny, dużo picia, wakacje, grille. Tylko chyba się człowiek zestarzał… w środę grill i do domu wróciliśmy przed północą. W czwartek popiła z Emilą wino. I byłoby bardzo blisko młodości, tylko wino wytrawne i włoskie. A w piątek imieniny teścia – czyli też picie…
Oprócz picia? Razem z tatą kontynuujemy przygotowanie boiska, poszło już kilka drzewek a także część płotu. Płot okazał się być godnym przeciwnikiem – nie wystarczyła sama koparka, musieliśmy do tego dołożyć młot i sporo potu… Ale mamy nadzieję, że teraz pójdzie już trochę lepiej.
Z Pawłem w mieszkaniu rozebraliśmy płytkę do stelaża pisuaru. Konsensus jest – wina oczywista firmy stelażowej, więc będzie reklamować dalej. Dalsze czynności mieszkaniowe kontynuujemy już w przyszłym tygodniu, kiedy zamontują nam drzwi wewnętrzne.
W sobotę mama miała wracać do Polski, ale po 3 godzinach czekania na lotnisku… lot odwołali… I pół nocy + pół niedzieli spędzone były na organizacji jej powrotu. Niestety, ze względów finansowych i innych, zdecydowali się na powrót za tydzień. I właśnie ten tydzień to chyba limit, bo mama już mocno zmęczona i bardzo mocno chce się jej do domu (a my wcale się jej nie dziwimy). A my zamiast do Warszawy wybraliśmy się tylko do Ełku pooglądać niewielką wystawę AGD i zakupić kilka elementów wykończeniowych kociłapki.