Z powrotem w domciu

Wujkowi się troszkę poprawiło. Dreny działają, leki też – już mniej żółty, uśmiechnięty. A i nam lżej, bo profesor podjął decyzję o operacji i wujek prawdopodobnie zostanie w szpitalu aż do niej, więc razem z mamą zapakowaliśmy się w sobotę do samochodu z całym bagażnikiem win i innych włoskich dobroci ruszyliśmy w trasę powrotną.

Trasa też podzielona na dwa dni – najpierw dłuższy odcinek do Polski gdzie przenocowaliśmy u rodzinki w Bielsku Białej, a później już wygodnie dwupasmówkami do domu z przystankiem w Ostrowi. No i nareszcie w domku przy żonie. Ciężko tak było bez niej…

W ciągu samego tygodnia działo się ogólnie niewiele. We wtorek do Włoch przelecieli przyjaciele wujka, na obchody kolejnej rocznicy święceń kapłańskich. Odprawili mszę, zjedli kolację przygotowaną przez mamę a następnego dnia w ramach odwdzięczenia się zaprosili nas na kolacje do restauracji.

W domu chyba też spokojnie. Gosia dawała radę z prowadzeniem samochodu i ciągnięciem wszystkich spraw domowo/mieszkaniowych, wszystko zdążyło porosnąć i trafiliśmy na lato lepsze niż było tam.