Skąd na to wszystko wziąć pieniądze?

Zaczniemy od początku. Tata pojechał, a w zasadzie popłynął na 3 dni do Szwecji na jakieś szkolenie/konferencję. W poniedziałek miał urodziny, ale, że go nie było, to po jego powrocie mama w środę wyprawiła mu niewielką imprezę. Jedyną butelką w zamrażarce był nasz bimber – no i go wychleli ;)

W sobotę umówiliśmy się na pomiar i zakup drzwi do mieszkania i dodatkowo wybieraliśmy lampy, farby, prysznice i pełno różnych innych bardzo potrzebnych rzeczy. Wczesnym popołudniem tata odwiózł mamę do Ostrowi, a stamtąd mama pojechała do Modlina i poleciała do Włoch do wujka. Nie wiadomo na ile, ale pewnie trochę czasu tam spędzi.

W niedzielę, skoro handlowa wykorzystaliśmy na wyjazd do Białegostoku. Chcieliśmy zamówić kuchnię marketową, ale nie wyszło… Po przestaniu 2 pełnych godzin i podliczeniu wszystkiego wyszła kwota większa od spodziewanej, aczkolwiek dalej niższa o jakieś dwa/ trzy tysiące od kuchni od stolarza. Nawet mimo tego, bylismy gotowi ją zamówić i zapłacić, ale się okazało, że nie podobały im się wymiary podane i kazali robić dokładniejsze, albo płacić za wykonanie ich przez “fachowców”. No i trochę nas tym wkurzyli i zniechęcili, do tego ta cena, wiec jednak rezygnujemy.

A samo mieszkanie? Pochłania niewyobrażalne ilości gotówki. Na tę chwilę mamy wydane ponad 35 tysięcy, a brakuje jeszcze całej stolarki kuchennej i szafkowej, mebli, urządzeń. Ło matko bosko. I nie tylko mieszkanie pochłania gotówkę, w końcu finalizujemy wynajem samochodu, a pierwsza rata pochłania pełne 20%. A to też spora kwota do wyłożenia. I do tego wszystkiego kursy i funta i dolara spadły na łeb na szyję…