No i jestem we Włoszech po łącznie 20 godzinach jazdy. Niestety, ale w czwartek spadła na nas nieoczekiwana wiadomość, że wujek Tadek bardzo poważnie zachorował – prawdopodobnie rak wątroby. Leży teraz w szpitalu, a ja razem z mamą zapakowaliśmy się w sobotę rano do samochodu i ruszyliśmy go wspierać. Początkowo chcieliśmy nawet jechać bez przerwy, ale ostatecznie okazało się, że Donatella nie może spotkać się z nami rano, żeby przekazać klucze do mieszkania, dlatego przespaliśmy się po drodze.
Teraz tylko czekanie na ostateczne diagnozy i plany leczenia i wszyscy mamy nadzieję, że będzie dobrze…
Poza tym nic nowego chyba…
Ja tylko dodam, że w środę Psy przeszły zabiegi fryzjerskie i już nie mamy podwórkowych niedzwiadków
