Tydzień zaczęliśmy dość przyjemnie, bo od urodzin Gosi świętowanych na kolacji w Restauracji Małej.
Niestety, środek i koniec minął już w troszkę smutniejszej atmosferze, bo w środę wieczorem zmarł pan Rysio Żebrowski po dłuższej chorobie. No i się mama rzuciła w wir pomocy, a w sobotę wszyscy wraz z Miłoszem i Olą pojechaliśmy do Juch na pogrzeb.
Mnie w czwartek jakieś choróbsko zaczęło brać na tyle mocno, że w piątek pracowałem z domu, a większość weekendu przeleżałem pod kocykiem. I mam nadzieję, że odpuści.
W sobotę okazało się, że w Liskach na tydzień jest Emilka, więc Gosia w ramach odnawiania znajomości przegadała z nią cały wieczór.
No i to byłoby na tyle. Łazienka dalej rozwalona, ale już gotowa na położenie płytek, arkusz gospodarki planowanej wzbogacił się o motywacyjne kolorki, więc miejmy nadzieję, ze wszystkie plany się ułożą.