Zaczynamy nasz ostatni tydzien w Londynie. I jak czasem czlowiek nostalgie czuje na mysl o poprzednich mieszkaniach, to juz sie boje jaka nostalgia ogarnie nas po powrocie.
Tydzien sie zaczal od przedostatniej siatki. Jako, ze piatki mi jakos przestaly wychodzic z powodu gosci (albo lenistwa) i innych spraw (albo lenistwa) to sie w koncu zebralem w poniedzialek.
W czwartek Mikolajki. Ja w zasadzie ich nie obchodze, ale okazalo sie, ze Gosia tak. Dostalem czekoladki, ale sie podzielilem, wiec nie czuje sie az tak zle.
Na weekend wpadli do nas Piotrek z Ola. Niezbyt oczekiwani, ale nie dalo sie ich zniechecic. Na szczescie radzili sobie sami, a my mielismy czas i poleniuchowac i zalatwic pare ostatnich sprawunkow i wybrac sie wieczorem do Jasona na ostatnie spotkanie planszowkowe.

A dzisiaj prawdopodobnie ostatni raz poszlismy na szybki spacer do Kew Gardens. I nic tylko ostatnie rzeczy robimy. Ale dosc o tym, bo sie zbyt sentymentalnie robi.

Nastepny i ostatni (o zgrozo) wpis juz z Polski. Jeszcze nie wiem jak dokladnie, bo w niedziele bedziemy podrozowac… Wiec albo z trasy, albo opozniony.